Wednesday, 28 January 2015

Dwa sposoby na zabawę - globalne czytanie odgłosów zwierząt

Znacie już moją foremkę na muffiny z układanki w samogłoski. W związku z tym, że poprzednia wersja się znudziła, przerobiłam samogłoski na odgłosy zwierząt. Zastanawiałam się, czy czasem nie zrobić paradgmatu (np. z P - PA PO PU PE PI PY) zamiast tego. Albo przynajmniej zamiast oryginalnych dużych kartonów z samogłoskami, zrobić takie z tym paradygmatem i poprzyczepiać do balkonowej szyby tam gdzie mieszkają te samogłoskowe..
 
Samogłoski już Misi wcale nie kręcą. Skończyła królewna 18 miesięcy i nagle z nich wyrosła?!
Jak tylko wyciągam książeczkę J. Cieszyńskiej "Kocham Czytać" z samogłoskami, Misia mówi mi stanowczo, że "Nio. Nonononono." tego czytać nie będziemy. Tu woli dźwiękonaśladowcze, albo pierwsze sylabki z P M, B L, T D.
 
Sama czytać samogłoski potrafi, zapytana "Co to?", mówi, że A czy inna, ale żeby powtórzyć po mnie chciała podczas czytania samogłosek, to jeszcze się nie doczekałam... Do rozumienia jest pierwsza, bez problemu pokazuje zwierzątka jak pytam "Gdzie jest?", choć samogłosek nie chce już pokazywać w odpowiedzi na to samo pytanie. Kiedyś przynosiła kartony z samogłoskami proszona o A czy E. Teraz przynosi wszystkie na raz, że co my ją z głupią bierzemy? Przecież nie będzie chodzić w te i z powrotem i po jednej przynosić... :)
 
Wybrałam 6 wyrażeń dźwiękonaśladowczych z kategorii zwierzątek i powklejałam: KO, IHA, BA, MU, II, ME.
 
Do pudełka wrzuciłam też 6 odpowiednich zwierzątek (parę z Lego Duplo, parę z Playmobil i parę kupionych przez babcię i dziadka na świątecznym jarmarku).
 
Parę razy udało mi się ją nakłonić, żeby wkładała zwierzątka.

 

 
Znudziło się jednak szybko.
 
Kombinowałam co dalej i zrobiłam zalaminowane kartoniki z odgłosami zwierząt i dodatkowo dla zachęty (hmm...) i odmiany, zdjęcia zwierzątek + ich rysunki konturowe.
 
(Do zdjęcia zebra udaje konia, bo akurat oryginalny zestaw zwierzątek schowałam do kolejnej rotacyjnej wymiany Misiowych zabawek.)
 


Zastanawiałam się jeszcze czy ich na klocki nie ponaklejać, ale wtedy klocki się ślizgają i nie da się z nich wieży układać.

Nie chcę po klockach pisać markerem.
W sumie "magiczna" taśma klejąca firmy Scotch, po której można pisać, mogła by się nadać.
Będę musiała spróbować. Taśma nie ma na tyle mocnego kleju, żeby farbę z klocków zniszczyć, ale pewności nie mam.


Powyższa wersja też starczyła na kilka razy. Następny patent był lepszy, bo Misia kocha! tą książkę. Pisałam już o niej w poście o Książeczce Niezniszczalce. wszystkie zwierzaki są w niej całowane.

Co prawda występują w tej książce tylko cztery zwierzątka z którymi zrobiłam kartoniki, ale Misia wreszcie chciała choć przez chwilę współpracować, żeby kartoniki do czegoś dopasowywać.

Podawałam Misi po jednym obrazku odpowiadającym zwierzakowi na otwartych stronach książki (na zmianę ze zdjęciem/konturem zwierzątka i zapisem odgłosu) i pytałam co to. Jak odpowiadała (podpowiadałam przy sylabkach), to mówiłam to połóż tu (pokazywałam jej palcem na stronę książki, obok zwierzaka). Kładła.

Potem dawałam ostatni kartonik jak poniżej KO i obok kładłam jakiś inny (BA) i prosiłam, żeby pokazała, które to KO, a potem położyła obok innych obrazków.

Nie powiem, że umie, bo podpowiadałam na wszystkim poza zdjęciami i konturami. To było bardziej, jak już napisałam wyżej, dla zachęty i poćwiczenia, dodatkowego patrzenia chociaż :)



Monday, 26 January 2015

Sylabowe czytanie ząbkuje

Naszła mnie wczoraj pewna myśl… Podejście moje w kwestii wczesnej nauki czytania jakieś takie “higieniczne” się zrobiło, żeby choć raz dziennie, chociaż coś najmniejszego jej pokazać. Tak jak z myciem zębów, żeby chociaż raz dziennie i jakoś tak, żeby tej czynności nie znienawidziła..

Do tego by dziecko nauczyło się języka, a co najważniejsze, chętnie się uczyło, nie można dziecka zmuszać. Roczniaka to się raczej wcale nie da :-) . To tak podobnie jak z myciem zębów… Zmuszanie skończyć się może chyba tylko typem wybiórczego szczękościsku.

Zębów Misiowych nie zamierzam przestać myć i tak samo jest z nauką polskiego.



Z nauką samogłosek poszło całkiem ok .Ja miałam jakieś natchnienie i Misia się interesowała. Teraz po mału pokazjuję jej sylabki i wyrażenia dźwiękonaśladowcze, ale Misi to już tak nie kręci.

Nie robię ani sobie, ani jej jakiejś presji na to, że ma czytać już jako dwulatek. Dojdziemy do celu jak będzie gotowa. Ale nie chcę osiąść na laurach tego, że potrafi przeczytać sześć samogłosek. Chiałabym, żeby nauka tak jakoś przez zabawę się samoczynnie toczyła, ale nie umiem Misi jakoś nią zabawić.

Misia jeszcze jest za mała na “gry”, nie rozumie jeszcze, że można się bawić według jakichś reguł. Tak trochę na zapas się martwię, jak jej teraz nie umiem podekscytować, to jakbędzie później z innymi rzeczami?

Dopasowywać kartoników czy zwierzątek nie chce, woli ćwiczyć ubieranie koszulek przez głowę z pominięciem rękawów, albo ubieranie koszulek na nogi, często z rękawów użyciem. To ją teraz kręci i jakoś nie umiem tego z nauką czytania połączyć :-) Językowo cały czas ją edukuję bo mówię i odpytuję wyrywkowo gdzie ma ręce, nogi, głowę, nos, nawet łokieć pokazuje i jak mówią zwierzątka.

Coraz częściej coś po nas powtarza, ale nie przy czytaniu.

Po napisaniu tego co poniżej stwierdzam, że będę mogła wam powiedzieć z czystym sumieniem, że wystarczająco się wysiliłam, jak spróbuję Misię zainteresować sylabkami na przynajmniej tyle różnych nowych lub odnowionych sposób, na ile szorowałam jej ząbki :-)



Odkąd Misi wyrosły piewrsze ząbki na 11 miesięcy temu, są codziennie myte, a że Misia nie uznaje tego za świetny pomysł, musiałam się nagłówkować i nadal główkuję. Każdy sposób działa o wiele za krótko jak dla mnie:

- Była szczoteczka z silikonowym “włosiem”,

- Była szczoteczka z kolorowymi zwierzątkami

- Było “ty szoruj mi, a ja Tobie poszoruję ząbki”

- były moje wygłupy i głośne śpiewanie “Była sobie żabka mała” gdzie element rozproszenia Misi, pozwalał mi troche szczoteczką poszurać.

- Było szorowanie gdzie Misia siedziała na naszej toalecie

- Było szorowanie gdzie Misia stała na stołku przy umywalce

- Było szorowanie, gdzie Misię trzymałam na rękach przed lustrem w łazience, a właściwie to jedną ręką trzymałam, a drugą szorowałam

- Było to samo co wyżej, w przedpokoju

- Było szorowanie podczas kąpieli w wannie

- Było szorowanie gdzie ona stała na stołku w łazience pod ścianą, rozśmieszałam ją na tyle na ile się dało i gilgotałam, a jak się śmiejąc podnosiła główkę w stronę sufitu z otwartą buzią, szorowałam ekspresem z zaskoczenia.

- Było szorowanie gdzie Misia ogląła teledyski kreskówkowe na YouTube na moim telefonie

- Było szorowanie gdzie oglądała teledysk Fasolek “Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda…” i strasznie podobał jej się w nim piesek.

- Było szorowanie gdzie ja to śpiewałam, a szorować się tylko dawało jak Misia śpiewała wstawkę w refrenie “O O O” J

- Było szorowanie nawet kiedy Misia nie chciała w ogóle dzióbka otwierać. Kładłam ją wtedy na dużym łóżku w jej sypialni, gilgotałam ją stopą po klatce piersiowej (normalne gilgotki jej nigdy nie śmieszyły J), potrzymywałam się jedną ręką , a drugą szorowałam na tyle na ile się dało

- Było szorowanie u Misi w sypialni na moich kolanach, przed czytaniem bajki na dobranoc

- Było szorowanie podczas czytania bajki..

- Było tak, że nie dała mi w ogóle szorować, to w zastępstwie samodzielnie przeżuwała szczoteczkę.

- Miała takie szczoteczki z tyłem główki szczoteczki pokrytej gumą/silikonem, ale wygryzała w tym dziury, więc kupiłam inny typ – bez tej gumy.

- Było szorowanie szczoteczką elektryczną raz.

- Teraz szorujemy na dwie szczoteczki: Misia szczotkuje wyłączoną elektryczną, a ja tą drugą…

- Na koniec tygodnia chyba będziemy szorowac wisząc do góry nogami…!

Thursday, 8 January 2015

Jak łatwo stworzyć przestrzeń Montessori we własnym domu?

Mam w domu taką małą Misię - Zosię - Samosię. Lubi sama i już. Taki wiek, ale i potrzeba charakteru. Do samodzielnego zakładania skarpetek czy poprawnego mycia zębów jeszcze daleka droga i wiele, wiele prób, ale są takie czynności, gdzie już teraz udało mi się "pomóc dziecku nauczyć się jak zrobić to samemu" zgodnie z metodą Montessori.

W Irlandii od 3-5 lat (potem zaczyna się tu szkoła) Misia przejdzie do sekcji przy jej żłobku, prowadzonej tą właśnie metodą.

Nie ma w klasie Montessori nauczycielskiego biurka na czele i szkolnych ławek. Dzieci uczą się we własnym rytmie, przy stolikach dostosowanych do ich rozmiarów, czy na dywanikach na podłodze. Ćwiczą i odkrywają, wspierane przez opiekunów, zapinanie guzików, samodzielne mycie rąk, nalewanie sobie wody do szklanki, odrysowywanie kształtów, sortowania według wielkości, koloru i tym podobnych. Materiały w sali Montessori są głównie wykonane z naturalnych materiałów, takich jak naturalne i malowane drewno, metal czy szkło. Materiały są tak skonstruowane, że działają na wszystkie zmysły dziecka. Znajdziemy tu więc różne zapachowe, dotykowe czy słuchowe memo i koszyk różności z kamykami, szyszkami, muszelkami itp.

Nauczyciel ewentualnie prezentuje jak wykonać zadanie lub zachęca do podjęcia innej czynności, by poszerzyć horyzonty umiejętności dziecka, a potem wspiera.  Reszta należy do dziecka. Większość materiałów jest tak skonstruowana, że popełniony błąd będzie dla dziecka raczej oczywisty (automatyczna korekta błędu) i będzie ono mogło samo błąd odkryć i poprawić, bez potrzeby jego wytknięcia przez nauczyciela. Wpływa to bardzo pozytywnie na pozytywną samoocenę i wiarę we własne możliwości dziecka, gdyż pozwala to zminimalizować uczucie zawodu z nieudanych prób.

W każdej danej chwili, jedno dziecko może bawić się materiałem dydaktycznym z kategorii wprowadzenia matematyki, inne może uczyć się czytać, jeszcze inne może ćwiczyć motorykę małą przenosząc wodę z jednej miski do drugiej za pomocą gąbki. Nie ma tu nauki na jedno kopyto, wszyscy w tym samym tempie. Żadne dziecko nie musi mieć stresu, że nie nadąża, albo że już ma wiedzę z tego zakresu i się nudzi. Nauczyciel ma za zadanie wpierać indywidualny rozwój dziecka zgodnie z jego własnym rytmem.

Tak zwane "środowisko Montessori" to nie tylko specjalnie przygotowana klasa w szkole czy przedszkolu, ale także przestrzeń, którą możemy naszym dzieciom przygotować samodzielnie w naszym domu. Najważniejsze, by stworzyć bezpieczne dla dziecka środowisko i zaopatrzyć je w odpowiednie materiały do pracy i jakieś półki, by dziecko mogło nauczyć się porządku, ale też by miało dostęp do wszystkiego w zasięgu małych rąk.

W internecie można znaleźć wiele zdjęć dla inspiracji. U nas elementy środowiska Montessori wyglądają tak:

W łazience schodek do umywalki. (Lepszy niż ta krawędź, na którą wspinała się wcześniej...)

 
W pokoju półki na książki i zabawki.
 

 
W zabezpieczonej kuchni własny stolik i krzesełko.

 

 W przedpokoju miejsce na buciki i wieszak na kurtkę.


A tak Misia-Samosia siama się ubiera :) Na ten moment skupiam się na tym by jak tylko się da ułatwić jej ćwiczenie i próby, nie pcham się z pomocą i nie poprawiam za wcześnie, chyba że czas już wyjść do żłobka, tylko klaszczemy razem, wołając: Jej! Brawo! Świetnie!

Najcudowniejsza jest dla mnie radość mojego dziecka gdy pęka z dumy z własnych możliwości.

Kurtkę umie sama założyć, na jedno ramię..

 
 
Legginsy - do kolan. Jak dobrze pójdzie :)
 
Raz nawet zakosiła spodenki swojej lalki. Szukałam ich po całym pokoju aż w końcu zauważyłam, że Misia wciągnęła je na jedną swoją łydkę...
 
 
Buty najpierw z plastikowych kubeczków w wannie, potem gumiaki,
 
 
 
a dziś rano całkiem sama, prawy na lewy :)
 
 

 
 
 
Zupełnie inaczej Misiaczek podchodzi teraz do kolejnych prób, nawet gdy nie do końca jej się udaje. Sama cieszy się nawet z małych sukcesów i już dawno nie było frustracji, że coś znowu nie wyszło. Takich sytuacji było wiele jak około roczku Misia zdecydowała, że sama będzie ubierać sukienkę i to przez głowę...  Krzyczała wtedy na nas i na tą sukienkę i zwiewała do kąta, albo za zasłony. 
 
Teraz jest o wiele cierpliwsza i złości się tylko jak jej chcemy jednak dalej za wcześnie pomagać. O tyle o ile może kombinować "sama", może tak siedzieć na prawdę dobrą chwilę wciągając i ściągając portki :)

 
 
A tu jeszcze troszkę o metodzie: 
 
Czym jest Montessori i skąd się wzięło?

Maria Montessori urodziła się w roku 1870 we Włoszech, w kraju który w tamtym okresie był bardzo konserwatywnie nastawiony do kobiet. Pokonując wiele przeszkód, Montessori została psychologiem, pedagogiem i pierwszą kobietą - lekarzem włoskiego pochodzenia. Podczas jej pracy w darmowej klinice przy Uniwersytecie Rzymskim, doszła do przekonania, że wszystkie dzieci rodzą się z ogromnym ludzkim potencjałem, który może się rozwijać, tylko jeśli dorośli zapewnią im odpowiednią stymulację w pierwszych latach życia.

Chcąc udowodnić swoją teorię, w 1907 Montessori otworzyła pierwszy Dom Dzieci - Casa dei Bambini dla dzieci klasy pracującej, które były za małe by pójść do szkoły.
Na początku dzieci tam uczęszczające były agresywne, niecierpliwe i ogólnie nieokrzesane.
Po tym jak Montessori zaczęła od nauczania starszych dzieci jak pomagać przy codziennych czynnościach, ich zachowanie uległo drastycznej zmianie. Z ulicznych łobuziaków stały się przykładem wdzięku i uprzejmości.

Montessori zauważyła, że małe dzieci odczuwają pewną frustrację w świecie gdzie wszystko jest w rozmiarach przystosowanych dla dorosłych. Zatrudniła więc stolarzy do wykonania małych stołów i krzeseł, wystarczająco lekkich, by dzieci mogły same je przesuwać bez pomocy.
Dzieci lubiły siedzieć na podłodze, więc dała im małe dywaniki definiujące obszar do zabawy czy nauki a one szybko nauczyły się chodzić dookoła dywaników tak, by nie przeszkadzać innym dzieciom w ich działaniach.

Po niezliczonych godzinach spędzonych na obserwacji i obcowania z dziećmi, Montessori doszła do wniosku, że przechodzą one przez kilka okresów rozwojowych, gdzie każdy z nich charakteryzuje się specyficznymi zainteresowaniami i sposobem myślenia. Odkryła, że dzieci podążają za własną logiką w każdym z tych okresów, obok preferencji dla pewnych czynności lub zabaw i naturalnych tendencji zachowania.

Obserwowała jak dzieci zachowują się w spokojnym i uporządkowanym środowisku, gdzie wszystko miało swoje miejsce. 

Dała im możliwość rozwoju poczucia własnej niezależności i zauważyła wzrastający poziom szacunku dla samych siebie i pewności siebie podczas nauczania ich i zachęty do samodzielnego wykonywania różnych czynności.

Dzieci traktowane z szacunkiem i zachęcane do podejmowania prób by pozyskać nowe umiejętności uczą się chętniej działać samodzielnie. Montessori nauczała, że dziecko, które czuje się szanowane i zdolne rozwinie wyższy poziom pozytywnego emocjonalnego samopoczucia niż dziecko, które jest zwyczajnie kochane i zadbane.

Nauczyciele Montessori dzielą przekonanie, że sukces tego typu szkół jest bezpośrednio związany z tym do jakiego stopnia dzieci wierzą, że są zdolnymi, samodzielnymi ludźmi.

Kiedy dzieci rozwiną u siebie znaczny poziom samodzielności, torują tym samym drogę na całe życie do dobrych nawyków pracy, samo-dyscypliny i poczucia odpowiedzialności.*

W klasie Montessori jest kilka podstawowych zasad dotyczących zachowania i porządku, ale poza tym dzieci mają wolność by wybrać sobie zajęcie i pracować nad nim tak długo jak tylko chcą. Mają wolność poruszania się po całej sali, pracować same lub z innymi. Najczęściej dzieci wybierają sobie zajęcie zgodne z ich zainteresowaniami, choć opiekunowie mogą pomóc im wybrać materiały, które postawią przed dzieckiem nowe wyzwania i coś nowego do analizy i eksperymentowania.

*Tłumaczenie z języka angielskiego fragmentów na stronach 12-13, 18, z książki autorstwa Tim Seldin "How to Raise an Amazing Child the Montessori Way", wydane przez DK Publishing, 2006.

 

Wednesday, 31 December 2014

Słownik 17-miesięcznego trzyjęzyczka

Pora na kolejne odnotowanie rozwoju Misiowej mowy.

Teść mnie ściga o listę bo chce uwzględnić w albumie ze zdjęciami (kolejnym), który tworzy na cześć ukochanej wnusi :)

Najważniejszym elementem rozwojowym są pierwsze "prawdziwe" słowa (w dodatku do sylabek, które coś znaczyły), które pojawiły się na przełomie ostatnich dwóch miesięcy.

Sylabki ze znaczeniem zaliczam do słów na podstawie definicji, którą przeczytałam u Kasi z Centrum Głoska tu. Sylaby zaliczają się do słów pod warunkiem, że zawsze oznaczają to samo. Bu zawsze na buty i bu zawsze na bułkę są zaliczane jako dwa słówka.

Dodatkowo orientacyjnie co do słownictwa dwulatka (ja tak sobie na przyszłość się informuję), polecam też u Kasi "Dwa słowa o akcji „Dwa słowa na dwa lata…”" tu: http://blog.centrumgloska.pl/2014/06/slowa-dwulatka/

(Ogólnie warto sobie w wyszukiwarce (pole na wpisanie tekstu z lupką obok) na stronie głównej Kasi wrzucić 272. Ja tak właśnie przed chwilą sama zrobiłam, żeby sobie wygrzebać bezpośrednio powiązane posty. Jeszcze mi trochę zostało, czego wcześniej nie czytałam).

Dotarłyśmy chyba wreszcie na przedsionek pierwszego etapu kolejności nauki: 1. POWTARZANIE, 2. ROZUMIENIE, 3. NAZYWANIE.

Ogólnie Misia lubi samodzielnie nazywać, rozumie świetnie jak ma pokazać gdzie coś jest na obrazku w książce, ale powtarzać nie specjalnie lubi. Kto czytał post o kluczyku do buźki na kłódkę, ten wie. (Kto nie czytał, zainteresowanych zapraszam tu).


Ostatnie kilka dni Misia jakoś bardziej naturalnie i chętnie za mną powtarza (zwłaszcza na przewijaku :) ), tak więc najpierw serwuję jej dla powtórki odgłosy zwierzątek, a potem cichaczem wtrącam sylabki z pierwszych książeczek "Kocham Czytać" prof. Jagody Cieszyńskiej.


Więcej o tych etapach w kontekście wczesnej nauki czytania u Eli (czyli eksperta :))  http://dwujezycznosc.blogspot.co.at/2013/11/powtarzanie-rozumienie-nazywanie.html

Polecam też zakładkę na blogu Eli, o kolejności różnych innych elementów nauki czytania:
Nauka czytania - wskazówki (http://dwujezycznosc.blogspot.ie/p/pomoc-w-nauce-jezyka.html).

Dwa miesiące temu skarżyłam się trochę, że Misia nie mówi Mama. Dziś mogę powiedzieć, że MAMA jest. I stało się tak, że jest słówkiem używanym z największą częstotliwością ( i natężeniem głosu...). Misia jest do mnie praktycznie przyczepiona na rzep i przyssawki. Jak nie jest, to woła... MAMA MAMA MAMA MAMAMAMA...

(To jest lista tylko z ostatnich dwóch miesięcy?! Aż powiem sobie WOW! bo ilość całkowita się podwoiła!)

Oto nowe hity:

1. Mama - (PL - wiadomo)

2. Pić - (PL)

3. Mi(ś/ć) - miś, czasem bywa w formie miiiiiiiiś (PL)

4. Sece - serce (PL)

5. Mania mania maniam - mandarynka (PL)

6. Jaji - szalik (PL)

7. Tak Tik - zegar (PL) - nie wiem czemu na odwrót, bo mówię Tik Tak. Może do lewego ucha jej mówiłam zamiast do prawego :)

8. Bejbi - (ANG - baby) niemowlę/ dzieciątko (zdarzyły się kilka razy Bébé w FR, ale zaniknęło. Polskie dzidzi też było ze dwa razy, ale na tym się skończyło)

9. Ama - jak pokazuje na siebie na zdjęciach. Tak sobie przerobiła swoje imię na ten moment.

10. Ajo! - halo (PL/FR)

11. Papi - (FR - czyt. Papy) - francuski dziadek

12. Mami - (FR - czyt. Mamie) - francuska babcia

13. Boo - (ANG) zamiast polskiego A kuku.

14. Ka ka - (PL) krakers

15. Okno - (PL) - czasem brzmi jak Och No :)

16. Gato - (PL/FR mieszanka polskiego ciastko i francuskiego gateau)

17. Kucz/Tucz - (PL) klucz

18. Sios - (PL) sos  - czyli keczup, musztarda i wszystko inne w podobnych butelkach w lodówce

19. Oko - (PL)

20. Jajo - (PL) - jajko

21. Aniooo - (PL) anioł

22. Osiooo - (PL) osioł. Używa też słowa jak pytam kto mówi IO. Jedyne zwierzątko nazywane jego nazwą. Wszystkie inne Misia nazywa odpowiednimi ich odgłosami.

23. Ogo(n) - (PL) ogon

24. Łał - (ANG) wow

25. Ho ho - (ANG) tak mówi Święty Mikołaj

26. Appol - (ANG) apple

27. Bubu - (PL) auto - od brum brum

28. Bi bi - (ANG) - klakson auta od beep beep

29. Nie - (PL) - pojawia się rzadziej niż angielskie No, ale bywa.

30. Mu - (PL) krówa

31. Me - (PL) koza

32. Sysy - (PL) wąż

33. Iau - (PL) kotek miałczy

34. M m m - (PL) bo małpa trudna jest do wymówienia chyba :)

35. Kokoko - (PL) kura

36. Ka ka ka - (PL) kaczka

37. Isia - (PL) iha robi konik

38. Pipi - (PL) - ptaszek

39. I i - (PL) świnka

40. Uuu - (PL) wilk

41. Li / liś - (PL) lis

42. Lalala - (PL) jak śpiewają i tańczą dzieci

43. Haha - (PL) jak widzi, że ktoś się śmieje na obrazku

44. Pokpok - (PL) puk puk

45. Bum - (PL) jak ktoś spadł na pupę (np. miś na obrazku)

46. Bambam? - (PL) bałwan

47. Takie - (PL) - jak wskazuje na to co chce zjeść. Zauważyłam, że wcześniej pytałam ją czy TO chce, a ostatnio zmieniło mi się na TAKIE?, więc to stąd.

48. Gili gili - (PL) - łaskotki po stopach

49. Bzii - (PL) - pszczoła

50. Dżodż - (ANG) - George - kolega ze żłobka

51. Ani/ Nani - (ANG) - Danny - kolega ze żłobka

Dodatkowo z poprzedniej listy (wiek: 15-miesięcy)


52. Papa - tata (FR)

53. Szu siu -buty / skarpetki (ANG shoe /FR chaussure / chaussette)

54. O o - jak coś się nie uda, jak coś spadnie itp. (ANG)

55. Nene - ukochany króliczek przytulanka i wszystkie inne króliczki świata (ANG bunny?)

56. Nana - banan (PL/ANG/FR)

57. Lala/jaja - lalka (PL)

58. Tutu - słoń (PL - ja tak mówiłam jak na słonie pokazywałam)

59. Ba ba / Pa pa - pa pa na pożegnanie (ANG/PL)

60. Łoł Łoł - Misia siada na podłodze, często z jakimś misiem lub lalą i bujają się w przód i w tył, podczas gdy ona woła Łoł łoł :-) , co jest jej pierwszą zanotowaną piosenką, przyniesioną ze żłobka i rytmiki, od angielskiej śpiewanej rymowanki "Row row row your boat" (ANG)

61. No no / Nooooo - nie  (ANG)

62.Ba - baranek (PL/ANG)

63. Dzieci - (PL)

64. U U - sowa (PL)

65. AU au - pies (PL)

66. Am - na obrazek łyżeczki. Jak chce jeść (PL)

67. cmokanie - rybka (PL/FR)

68. Sama czyta A, O, I, E, U na szyldach, butelkach wody i gdzie popadnie też sama często znajduje. Y też częściej niż nie potrafi przeczytać, choć czasem się jeszcze zacina. Przy czym hasło : "rączki do góry" pomaga w odblokowaniu. 


Słówka, które powiedziała sama kilka razy ale zaniknęły:

Bal - (ANG ball - piłka), Majn (ANG mine - moje), Mor (ANG more - jeszcze), Pupu (ANG poo poo - kupa)

Słówka, które Misia powtórzyła kilka razy, lub powtarza ale sama ich jeszcze nie używa:

Aga (ciocia), grzybki, guzik, pie (stopa FR), ma (FR main/mains - ręka/ręce), baćbać (PL babcia), jece ( jeszcze PL), aaaa (lew PL), hop hop (PL),

z Kocham Czytać: mimi, dudu, lolo, momo, lili, tatata, pykpyk, eche eche 

Zaniknęły:

Da (j/ć) - (PL)

Toto? - co to? (PL)

Ta ta - używa tego jako "proszę" kiedy podaje mi np. kawałki chusteczki, którą drze na strzępy. (ANG - używają tego w żłobku kiedy chcą, żeby dziecko im coś oddało. Lokalnie znaczy to thank you, czyli dziękuję, ale Misia najwyraźniej rozumie to jako "proszę")

Jaja! - zamiast halo, jak zwinie mamie komórkę i udaje że odbiera rozmowę telefoniczną

U U - książeczka z wierszykiem Zima Zła - Hu hu ha! (PL)
Ziu - jak kotek z misiem w książeczce zjeżdżają po tęczy, albo rybka szybko płynie itp.

Niezidentyfikowane : I sia

Słowka, które zaniknęły przed poprzednim spisem 15-miesięcznym i nie wróciły: jeje, ija ija, dede



A tymczasem, mamusine serducho cieszy się bardzo, że całe to moje gadanie, powtarzanie, śpiewanie, czytanie i pokazywanie zostawiło ślad i przynosi efekty...



Monday, 15 December 2014

Kolędować (i czytać świątecznie) małemu...

Czytam i czytam, ale mi moje własne pisanie ostatnio nie idzie. Próbuje się wczuć w Świąteczny nastrój, ale jeszcze tego nie czuje. Szóstego grudnia Misia była na wizycie w domku Mikołaja (w centrum handlowym), który dalekosiężnym ramieniem próbował dać jej prezent. Nie wzięła. Stała trochę wrośnięta w ziemię i tylko na niego patrzyła. Czas tez wreszcie skończyć ubierać choinkę. Może to mnie natchnie...

Będzie o książeczkach, które pozwalają rodzicom Misi przygotować się do Świąt, a Misi zacząć odkrywać całą ich Magię.

 
Kilka dni temu przyszła paczka od siostry Misiowego dziadka. Była w niej książeczka z tekstami kolęd, nutami, chwytami gitarowymi, z obrazkami do kolorowania i naklejkami, i płytą CD :) No już więcej się w ten mały niepozorny formacik by się chyba wcisnąć nie dało. Najpierw patrzyłam na książeczkę trochę spod byka, czy po macoszemu, jak komu pasuje. Od następnego poranka i tak miałam zamiar zacząć regularnie puszczać Misi muzykę, więc czemu nie zacząć od kolęd. Rano płytka kręciła się już w odtwarzaczu DVD od pobudki. 


 
1. Książka/kolorowanka: "Kolędy dla dzieci", wyd. Sfinks. + CD "Kolęduj z Natalią"



Powiem wam, że bardzo miło zaskoczyła mnie ta dołączona płytka. Bardzo przyjemne aranżacje muzyczne, ładny wokal. (Od ostatnich kilku płyt z piosenkami dla dzieci, śpiewanymi przez dzieci nabawiłam się jakiegoś uczulenia na ten typ...)
 
Ogólnie lubię kolędy w troszkę bardziej rytmicznych i ciut nowoczesnych wydaniach jak te Szcześniaka i spółki. Wiem, że są tacy, którzy nie lubią takich i czują, że są przekombinowane. Osobiście lubię klasyczne wersje (takie wolne) śpiewane w kościele (i się wzruszam przy nich). W domu wole takie bardziej energiczne J
 
Płytka "Kolęduj z Natalią" jest raczej śpiewana raczej bez kombinacji, ale z przyjemnym szybszym rytmem, takim ze dzieciom wpadają w ucho. Misia od razu zaczęła do nich swoje pląsy i mruczała „lalala” przekrzywiając główkę.
 
Naklejek dziecku nie dałam bo wszystkie, które uda jej się w domu znaleźć i zdrapać, przykleja sobie z uporem maniaka na czoło. I to tak, żeby się do tej lichej „grzywki” przyczepiły..

 
Co mnie zaskoczyło to to, ze nie pamiętam słów kolęd poza pierwszymi wersami. Byłam w szoku. Straszna porażka Matki Polki. (Całe szczęście, że w prezencie były słowa kolęd, to sobie zaraz zaczęłam przypominać.) To co pamiętałam wychodziło z mojego ściśniętego nostalgią gardła jak jakieś skrzeki.. Łzy cisnęły mi się do oczu. Sama nie wiem dlaczego. Jakoś tak mam, że śpiewanie Misi niektórych rzeczy tak na mnie działa, że nie mogę. Tylko Świeć, gwiazdeczko i Dzisiaj w Betlejem jakoś mi szło.
 
Na płytce są też:
 
1. Jezus malusieńki
2. Bóg się rodzi
3. Gdy śliczna Panna
4. Lulajże, Jezuniu
5. Cicha noc
6. W żłobie leży
7. Gdy się Chrystus rodzi
8. Gore gwiazda
9. Dzisiaj w Betlejem
10. Hej, w dzień narodzenia
11. Świeć, gwiazdeczko
 
Mogę polecić te nagrania. Nam jak najbardziej przypadły do gustu.
 
Co do książeczki, to powiem tak: walory edukacyjne ma, bo to u nas pierwsze zetknięcie z obrazkami konturowymi Misi i nie miała problemu z wypatrzeniem znanych jej elementów. Dla śpiewających rodziców są słowa. Dla grających są nuty i chwyty. Dla nieuzdolnionych muzykalnie jest CD. Czego więcej chcieć?
 
U mnie wisienką na torcie były następujące obrazki, które sprawiły, że Miś wypluwała coraz bardziej dorosłe słowa.

 
- Zaczęło się, że wypatrzyła Hohoho (Mikołaj po tutejszemu tak woła. Nie wiem jak robi w Polsce, to uczyłam ją tak)
- Pod choinką siedział Miiiiiiiiś (miś)
- Na choince wisiały apple (ang. jabłka) - właściwie to bombki, ale nie chciałam dziecku odbierać radości
- Jezuskowi Misia śpiewała Aaaa tak sama od siebie zaraz po tym jak najpierw na niego didzi, na przemian z baby (ang. dziecko/ niemowlak)
- Jej (mój) ulubiony osioł doczekał się własnej strony
- Pokazałam dziecku aniołka, a ona mi nagle wtóruje aniooo


 
i tym Aniołem książeczka podbiła moje serducho, tak Bożonarodzeniowo.
 
2. Książkę "The night before Christmas" kupiłam idąc za impulsem w lokalnej księgarni. Kupiłam głównie ze względu, że Mikołajki zbliżały się wielkimi Mikołajowymi krokami, zamierzałam zabrać Misię na Mikołaja spotkanie, a Misia jeszcze nigdy tego brodacza nawet na obrazku nie spotkała. Chciałam ją jakoś przygotować na spotkanie. Od tej książeczki Misia na wszystkie Mikołaje woła Hohoho.

 
Tekstu nawet nie czytam i nie tłumaczę na polski, bo to trochę staroangielskim wierszem pisane. Opowiadałam tylko co na obrazkach. Misia szybko załapała i potrafi pokazać Mikołaja, renifery, kokardę, gwiazdę, prezent i choinkę, więc świąteczny słowniczek jak znalazł. :)


 
Posłużyły nam też dwie ilustracje to testowania samogłosek (rozpoznawanie na podstawie układu ust). Na jednej stronie Tata wygląda przez okno, żeby sprawdzić co to za hałas na dworze, na innej stronie kotek otworzył w zdziwieniu buźkę jak Mikołaj z worka powyciągał prezenty. Pytam Misię, co mówi kotek czy Papa i ona dobrze już wie, że O! (Bawiłyśmy się tak tylko z O i A)

 
Tekst: Clemens Clarke Moore, ilustracje: Richard Johnson, wyd. Random House Children's Publishers UK - Picture Corgi.

 
3. "Belle & Boo and the Very Merry Christmas" kupiłam z myślą o książkowym podarunku dla Misi na Mikołajki. To tą książeczkę Mikołaj próbował podarować Misi zapakowaną w czerwony papier, obwiązaną czerwoną wstążką. Przewertowałam ją tylko i już wiedziałam, że musi być nasza.

 
Tekst: Gillian Shields, ilustracje: Mandy Sutcliffe, wyd. Orchard Books..
 
Obrazki są słodkie jak Belle z króliczkiem Boo przygotowują Święta, ubierają choinkę, pieką ciasteczka i czekają na Mikołaja.
 
Powód zakupu najlepiej podsumował F. jak zobaczył książeczkę: "O! Nene. O! Nene ici aussi. Il y a des Nenes partout!"


 
tłumaczenie: "O! króliczek" - (po Misiowemu). Przewraca stronę.. "O! Tu też króliczek!" Przewraca kolejne strony. "Tu króliczki są wszędzie!"
 
Historia z ładnym morałem, gdzie Boo nagle czuje się tak jakoś mniej świątecznie i chce, żeby wszyscy mieli takie cudowne Święta jak on. Wpada na pomysł by udekorować choinkę dla zwierzątek na dworze i pokruszyć smakołyki na śniegu. Na koniec w ramach prezentu śpiewa wszystkim piosenkę: "Fajnie jest dostawać prezenty od Mikołaja, lecz najprzyjemniejsze Święta są z przyjaciółmi wokoło".  

 
Chyba nie muszę dodawać, że Misia słuchała historii do samego końca, na każdej stronie pokazując paluszkiem Nene! :) 
 
Ukochany Misiowy Nene pomagał prezentować ilustracje :)
 
4. "Moja pierwsza książka na Święta" wydawnictwa Zielona Sowa, trafiła do mojego internetowego zakupowego koszyka tak na ostatnią chwilę. Będzie jednym z prezentów pod choinkę.

 
Misi na pewno spodoba się okładka z brokatem. Ilustracje trochę przypominają mi Gumisie, ale są takie radosne. Świąteczna historyjka z perspektywy Mikołaja i jego pomocników o czytaniu listów z marzeniami dzieci, tworzeniu wymarzonych prezentów i ich dostarczania.
 
Podoba mi się, że są obrazki z dziećmi z różnych krajów (nie tylko takie Europejskie): jest i Marek z Polski, Aiko z Japonii, Chanua z Afryki (no mogli określić jakiś kraj, ale dobra), Nanuk z Grenlandii, Sara z Australii i Bill z Ameryki. Podoba mi się też, że Australijska i Afrykańska choinka dzieci wygląda inaczej niż iglaste drzewka na innych stronach.

 
 

 
Post dzisiejszy powstał w ramach projektu "Przygody z książką". Inne uczestniczki międzyblogowego przedsięwzięcia autorstwa Dzikiej Jabłoni i ich wpisy znajdziecie tu.

 

 

 

 
 
 

Saturday, 29 November 2014

Układanka w Samogłoski domowej roboty

 
W co się ostatnio bawimy i jak nam idą samogłoski?
 
Zakupiłam serię Kocham Czytać prof. Cieszyńskiej jakiś tydzień temu. Szczerze mówiąc z grubsza przeczytałam instrukcje i wyciągnęłam Zeszyt pierwszy. Nie było szału. Stwierdziłam, że Misia ma trochę dość samogłosek i już jej nie ekscytują. Nie byłam pewna co z tym fantem zrobić. Doszłam do wniosku, że skoro Misia i tak już zna dość sporo wyrażeń dźwiękonaśladowczych, mogę jej też pokazać Zeszyt 2. Ten zeszyt bardziej jej się spodobał. Nauczyła się szybko kolejnych wyrażeń:
 
- ptaszki robią PIPI,
- koza - ME,
- osioł - IO, (Nauczyła się tak, że jak zapytam kto mówi IO, Misia odpowiada, że OSIO(Ł)!)
- baranki u nas mówią BA, więc będę zaklejać BE w książeczce
- kotek - MIAU
- dzieci - śpiewają i tańczą LALALA (moje ulubione w wykonaniu Misi, po ośle rzecz jasna:) )
 
Autko, krowę, konika, kaczkę, pieska, świnkę, sowę i słonia już znała.
 
Jest jeszcze trochę innych, których powoli będziemy się uczyć.  
 
Po dwóch dniach, Misia przestała się ekscytować Zeszytem 2. No i tu nie wiedziałam co dalej. Jak często nowy zeszyt? Do którego momentu? Kiedy mogę pokazać zeszyty z sylabami?
 
Poszłam po rozum do głowy, a raczej zapytałam na forum (Konferencje Logopedyczne). Niezawodnie pani profesor Cieszyńska wsparła zagubioną mamę i poradziła:
 
- Małemu dziecku na zmianę Zeszyty 1-6. Codziennie inny, żeby się małe dziecko nie znudziło. I w zeszytach 3-6 opuszczamy na początku sylaby zamknięte.
 
Dziękujemy! (Potem znalazłam tą samą odpowiedź w pytaniu innej mamy na http://czasdzieci.pl/eksperci/ .  Natrafiłam też na to w odpowiedzi na pytanie jeszcze innej mamy na Forum.  Następnym razem postaram się głębiej poszukać, żeby nie zadawać pytań, na które pani profesor już odpowiedziała.)
 
Jak zaczęłam zmieniać codziennie zeszyty, Misia się zainteresowała. Zaczęła nowe sylaby powtarzać, choć jeszcze jest to takie wyrywkowe i tylko jak ma na to ochotę.
Najmniej interesuje ją zeszyt z samogłoskami. Woli je wykrzykiwać jak znajdzie je na podłodze w windzie, na pudełku po butach, na szyldzie na bloku.. :)
 
Do "czytania" po kolei i ćwiczenia w sekwencji Powtarzanie - Rozumienie - Nazywanie powoli dojdziemy. (Misia na samogłoskach wskoczyła trochę na poziom samodzielnego nazywania..) Na razie sama czytam na głos, pokazuję swoim palcem, często też biorę palec Misi i jej paluszkiem pokazuję na to co czytam w zeszytach. Powtarzanie pojawi się samo jak przyjdzie pora. Jak Misia Osioł i George (kolega ze żłobka) powtarza, to do powtarzania samogłosek i sylabek się nie przekona? :)
 
Zwykle bawimy się samogłoskami na podłodze i gdzie popadnie, ale chciałam spróbować przy stoliku. Zeszyt 1 ma na początku dwie strony z samogłoskami (trzy na każdej stronie) i buźkami dziewczynki i chłopca z układem ust przy wypowiadaniu danej samogłoski. Była też instrukcja, że można małe kartoniki dać dziecku do układania na samogłoskach w książeczce (potem też tak można na wyrażeniach dźwiękonaśladowczych i sylabach).
 
Kartoniki z samogłoskami miałam tylko duże (10x10cm), więc pewnego dnia zmajstrowałam malutkie, takie 4x4cm.
 
- tak jak w Domorosłych Samogłoskach:
- cięłam nożykiem na drewnianej desce do krojenia z twardego brystolu do robienia ramek obrazów itp. (mounting board).
- samogłoski rysowałam białą kredką pożyczoną od F. (nie chciało mi się tym razem wycinać z białego papieru i naklejać)
- "zalaminowałam" folią, kupioną w papierniczym, którą normalnie okleja się zeszyty i książki
 
Misia miała inne pomysły! Obejrzałyśmy w przyspieszonym tempie (nie przeze mnie :) ) Zeszyt 1. Pokazywałam Misi jak układać kartoniki na samogłoskach w książeczce, ale ona jak się do małych kartoników dopadła, tak ich oddać nie chciała. Uciekła z nimi i krzyczała na mnie jak tylko chciałam ich dotknąć. No to zostawiłam dziecku zabawkę. Przyjdzie pora.
 
Zapytałam też panią profesor czy 15/16 miesięcy to za wcześnie na układanki lewopółkulowe i jakie tam jeszcze są. Pani profesor poleciła na FB Konferencji Logopedycznych filmiki na których mama 16-miesięcznego Tytusa pracuje z nim nad kategoryzacją i identyfikacją.
 
Znalazłam trzy filmiki z Tytuskiem. Na jednym układa samogłoski na Gdzie Jest A. Na drugim nazywa zwierzątka (czy też wypowiada przypisane im odgłosy) gdy mama pokazuje mu kartoniki ze zwierzątkami. Na trzecim korzystają z układanki takiej jak Gdzie jest A, ale są tam zwierzątka i wyrażenia dźwiękonaśladowcze.
 
Pomyślałam i wyszło mi takie coś:
 
- tacka do pieczenia muffinów
 
( poprzednio bawiłyśmy się wrzucając do nich drewniane pisanki, kolorowe guziki, pompony, papierki do pieczenia muffinów, kolorowe klocki, z różnym rezultatem :) Starałam się nakłonić Misię, żeby wypełniała tackę czym tam od lewej do prawej. Po jednym przedmiocie do jednej dziurki itp.
 
- kartka do drukarki, odrysowałam kółka od jakiegoś pojemniczka na snack'i
- wycięłam i przykleiłam do wgłębień tacki klejem.
- markerem napisałam samogłoski
- kartoniki jw.
 
 

 
 
Jak opanujemy samogłoski to wymienię samogłoskowe "wnęki" na dźwiękonaśladowcze wyrażenia czy tam paradygmaty i sylaby... 
 
Mój podstępny plan się udał i Misia sama sobie bierze tą tackę i układa samogłoski. Czasem chce jej się wypowiadać na głos, czasem nie. Wszystkie umie ułożyć, choć czasem myli O i U i nieraz musi pomyśleć co jest co.
 
Ja tam mam radochę, że dziecko bawi się zabawką, która kosztowała prawie nic, a dziecku się podoba.


No i wreszcie Misia dopasowuje coś do czegoś! Potem zaczniemy dopasowywać małe kartoniki do większych, rysunki schematyczne do pokolorowanych przedstawiające różne przedmioty, przyjdzie pora na kolory i różne tam inne...

 
Link do filmiku jak Misia układa... Mam już wgrany jeden, na którym więcej czyta z układanych samogłosek, ale nagrywałam pod innym kątem.. i wolę dać ten drugi:)



Ta taca jest pierwszą "activity tray"  - tacką z ćwiczeniami, które mam nadzieję zrobić dla Misi. Zamieszkają one na naszych półkach w stylu Montessori. O tym więcej wkrótce.

Tutaj chcę przywitać w okienkach obserwatorów: Sylabę, Zuzinkową Mamę, Matkę prawie Szwedkę i Galinę. WITAJCIE :)