Showing posts with label Przemyślenia. Show all posts
Showing posts with label Przemyślenia. Show all posts

Thursday, 29 December 2016

Nauczyc trzylatka mowic przepraszam - choinka z pomponow

Trzylatka mowic przepraszam potrafi od dawna.  Jeszcze przed drugim rokiem zycia wolala "Pasiam!".

Ostatnimi czasy rzuca nam francuskie pardon lub je suis vraiment désolée (przepraszam, lub -przywleczone z przedszkola - bardzo mi przykro) tak po prostu, nie szczerze. Czasem nawet okropnym tonem, jakby zaczynala pyskowac. W zlosci potrafi tez rzucic zabawka czy innym przemiotem o podloge. Zwykle takie rzucanie nie konczy sie szkodami, ale ostrzeganie, ze cos w koncu sie zniszczy nie docieralo. Cwiczymy wyrazanie emocji i jak sobie z nimi radzic, nie niszczac rzeczy. Uslyszalam tez od niej, kilka razy ze byla "sfrustrowana" :D

Tym razem szkoda stala sie podczas zabawy. Znalazlysmy z francuska babcia rozbita choinke z tworzywa na podlodze przed Swiateczna szopka. Posprzatalysmy, zeby czasem mlodsza siostra nie zrobila sobie krzywdy.

Jakis czas po tym, trzylatka przyszla nam powiedziec, ze cos zepsula i zaprowadzila nas na werande. Podziekowalam jej, ze powiedziala nam, bo tak mozemy byc pewne, ze nikt sobie zepsutym przedmiotem nie zrobi krzywdy,  i ze przeprosila.

Po glowie chodzilo mi jednak, bu nauczyc trzylatke, ze powinno sie zrekompensowac jesli sie cos sie komus zniszczylo, nawet jesli niespecjalnie.


Dzisiaj przyszedl czas na wspolne wykonanie choinki do szopki francuskiej babci. Francuska babcia zadowolona, Misia dumna, przeprosila francuska babcie jeszcze raz i dorzucila, ze juz nic nie bedzie psuc.

Uzylysmy:
- biala i zielona wloczke
- pudelko od zapalek
- brazowy pisak
- igla i nitka
- nozyczki
- plastelina
- klej na goraco

Na choinke skladaja sie dwa pompony dwoch rozmiarow - mojej i Misiowej dloni. Biala i zielona wloczke owijalysmy jednoczesnie wokol palcow, zwiazalysmy na srodku i kilka razy przebilam pompon przez srodek. Metoda wedlug wyszukiwarki google "pompony na widelcu".

Dwa pompony zszyte razem, przyklejone do pudelka wypelnionego plastelina. Ksztalt choinki wylonil sie po przycieciu nozyczkami. (ten tutorial moze byc pomocny)

Monday, 26 January 2015

Sylabowe czytanie ząbkuje

Naszła mnie wczoraj pewna myśl… Podejście moje w kwestii wczesnej nauki czytania jakieś takie “higieniczne” się zrobiło, żeby choć raz dziennie, chociaż coś najmniejszego jej pokazać. Tak jak z myciem zębów, żeby chociaż raz dziennie i jakoś tak, żeby tej czynności nie znienawidziła..

Do tego by dziecko nauczyło się języka, a co najważniejsze, chętnie się uczyło, nie można dziecka zmuszać. Roczniaka to się raczej wcale nie da :-) . To tak podobnie jak z myciem zębów… Zmuszanie skończyć się może chyba tylko typem wybiórczego szczękościsku.

Zębów Misiowych nie zamierzam przestać myć i tak samo jest z nauką polskiego.



Z nauką samogłosek poszło całkiem ok .Ja miałam jakieś natchnienie i Misia się interesowała. Teraz po mału pokazjuję jej sylabki i wyrażenia dźwiękonaśladowcze, ale Misi to już tak nie kręci.

Nie robię ani sobie, ani jej jakiejś presji na to, że ma czytać już jako dwulatek. Dojdziemy do celu jak będzie gotowa. Ale nie chcę osiąść na laurach tego, że potrafi przeczytać sześć samogłosek. Chiałabym, żeby nauka tak jakoś przez zabawę się samoczynnie toczyła, ale nie umiem Misi jakoś nią zabawić.

Misia jeszcze jest za mała na “gry”, nie rozumie jeszcze, że można się bawić według jakichś reguł. Tak trochę na zapas się martwię, jak jej teraz nie umiem podekscytować, to jakbędzie później z innymi rzeczami?

Dopasowywać kartoników czy zwierzątek nie chce, woli ćwiczyć ubieranie koszulek przez głowę z pominięciem rękawów, albo ubieranie koszulek na nogi, często z rękawów użyciem. To ją teraz kręci i jakoś nie umiem tego z nauką czytania połączyć :-) Językowo cały czas ją edukuję bo mówię i odpytuję wyrywkowo gdzie ma ręce, nogi, głowę, nos, nawet łokieć pokazuje i jak mówią zwierzątka.

Coraz częściej coś po nas powtarza, ale nie przy czytaniu.

Po napisaniu tego co poniżej stwierdzam, że będę mogła wam powiedzieć z czystym sumieniem, że wystarczająco się wysiliłam, jak spróbuję Misię zainteresować sylabkami na przynajmniej tyle różnych nowych lub odnowionych sposób, na ile szorowałam jej ząbki :-)



Odkąd Misi wyrosły piewrsze ząbki na 11 miesięcy temu, są codziennie myte, a że Misia nie uznaje tego za świetny pomysł, musiałam się nagłówkować i nadal główkuję. Każdy sposób działa o wiele za krótko jak dla mnie:

- Była szczoteczka z silikonowym “włosiem”,

- Była szczoteczka z kolorowymi zwierzątkami

- Było “ty szoruj mi, a ja Tobie poszoruję ząbki”

- były moje wygłupy i głośne śpiewanie “Była sobie żabka mała” gdzie element rozproszenia Misi, pozwalał mi troche szczoteczką poszurać.

- Było szorowanie gdzie Misia siedziała na naszej toalecie

- Było szorowanie gdzie Misia stała na stołku przy umywalce

- Było szorowanie, gdzie Misię trzymałam na rękach przed lustrem w łazience, a właściwie to jedną ręką trzymałam, a drugą szorowałam

- Było to samo co wyżej, w przedpokoju

- Było szorowanie podczas kąpieli w wannie

- Było szorowanie gdzie ona stała na stołku w łazience pod ścianą, rozśmieszałam ją na tyle na ile się dało i gilgotałam, a jak się śmiejąc podnosiła główkę w stronę sufitu z otwartą buzią, szorowałam ekspresem z zaskoczenia.

- Było szorowanie gdzie Misia ogląła teledyski kreskówkowe na YouTube na moim telefonie

- Było szorowanie gdzie oglądała teledysk Fasolek “Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda…” i strasznie podobał jej się w nim piesek.

- Było szorowanie gdzie ja to śpiewałam, a szorować się tylko dawało jak Misia śpiewała wstawkę w refrenie “O O O” J

- Było szorowanie nawet kiedy Misia nie chciała w ogóle dzióbka otwierać. Kładłam ją wtedy na dużym łóżku w jej sypialni, gilgotałam ją stopą po klatce piersiowej (normalne gilgotki jej nigdy nie śmieszyły J), potrzymywałam się jedną ręką , a drugą szorowałam na tyle na ile się dało

- Było szorowanie u Misi w sypialni na moich kolanach, przed czytaniem bajki na dobranoc

- Było szorowanie podczas czytania bajki..

- Było tak, że nie dała mi w ogóle szorować, to w zastępstwie samodzielnie przeżuwała szczoteczkę.

- Miała takie szczoteczki z tyłem główki szczoteczki pokrytej gumą/silikonem, ale wygryzała w tym dziury, więc kupiłam inny typ – bez tej gumy.

- Było szorowanie szczoteczką elektryczną raz.

- Teraz szorujemy na dwie szczoteczki: Misia szczotkuje wyłączoną elektryczną, a ja tą drugą…

- Na koniec tygodnia chyba będziemy szorowac wisząc do góry nogami…!

Wednesday, 12 November 2014

Trzyjęzyczek, a Skąd moje polskie korzenie?


Znamy z różnych źródeł opowieści o postaci historycznych i artystycznych. Anegdoty z ich życia przybliżają ich nam i z nazwiska, przeistaczają w drugiego człowieka, którego istnienie zapada nam w pamięć.

Claude Monet przyjaźnił się przyjaźnią tak oddaną i wielką, że niemal braterską z pewnym Georges Clemenceau. Monet wiele lat i przekornych listów później zmarł w ramionach przyjaciela. Clemenceau mając świadomość jak Monet cenił sobie obecność kolorów, na pogrzebie zerwał zdenerwowany czarne płótno wołając „Czerń to nie kolor!”. Potem oddany przyjaciel zawalczył by dzieło Moneta „Nenufary”, zostało na stałe wyeksponowane na ścianach dwóch owalnych pomieszczeń w Paryskim Muzeum Oranżerii. Dzięki tym i kilku podobnym anegdotom, łatwiej będzie mi przybliżyć Misi tych dwów panów stanowiących część francuskiej kultury.

Czy w podobny sposób znamy anegdoty z życia starszych pokoleń naszej rodziny?

Po zadaniu sobie tego pytania, zdałam sobie sprawę, że moja wiedza o Misiowych Prababciach i Pradziadkach, jest słaba... I jakoś tak mi się żal zrobiło.

Z napisaniem tego listu nosiłam się już od paru miesięcy, ale nie mogłam się do tego zabrać. Zastanawiałam się o co zapytać. Grzebałam trochę w internecie za listą pytań. Coś tam znalazłam, gdzieś zapisałam i zgubiłam.

Do napisania wreszcie, zmotywowała mnie recenzja książki „Syberyjskie Przygody Chmurki” z serii „Wojny Dorosłych, Historie Dzieci”, o przygodach małej Chmurki przesiedlonej na Syberię z kobietami z jej rodziny, gdzie o trudnych sprawach wojennej rzeczywistości „dowiadujemu się mimochodem i umyka to wszystko gdzieś w dal wobec opowieści o zabawach z przyjaciółmi i mimo wszystko, szczęśliwym dzieciństwie” . Recenzja została napisana przez Marzenę Molendę z nananatana.blogspot.ie

Post dzisiejszy jest trzecim w serii "Przygody z książką". Inne uczestniczki międzyblogowego projektu Dzikiej Jabłoni i ich wpisy znajdziecie tu.


 Ja sama tej książki nie przeczytałam, ale sama recenzja mnie zainspirowała.

Co jakby zamiast Misi opowiadać o Kopciuszku po raz setny, opowiedzieć o tym w co lubiły bawić się jej Prababcie?

Natrafiłam w końcu na stronę jakiejś szkoły podstawowej, gdzie opublikowano wywiady dzieciaczków z Prababcią, Babcią, Dziadzkiem... Wiadomo, najlepiej zrobić wywiad, ale jak, przez telefon?

Doszłam do wniosku, że najlepszy będzie list. Niektóre pytania są dość intymne. Członek rodziny mieszkający z Prababcią, podsumował ponoć trochę, że skąd te pytania? Z kgb?... Jak nikt pytań nie zapyta to nie pozna odpowiedzi. Dodam, że podczas przepisywania listu na komputer, inne jeszcze pytania wskakiwały mi do głowy. Chęć poznania bliżej własnej Babci, przez Misię i dla Misi, okazała się ogromna. Zaskakujące, że do tej pory nie mam z Babcią bardzo bliskiego kontaktu i więzi. Ale ten Skarb Prababcinej historii dla Misi, ma ogromne dla mnie znaczenie. Dla mnie poniekąd też..

„Spieszmy się kochać ludzi...” (ksiądz Jan Twardowski)

Wyszło mi tak:



Kochana Prababciu,

Jestem jeszcze malutka I dopiero zaczynam mówić, ale szybko rosnę i odkrywam świat. Jestem ciekawską osóbką i lada chwila zacznę zadawać pytania. Już teraz pytam w kółko „Toto?” – czyli „Co to?”. Przyjdzie czas, że zacznę pytać kim jestem, gdzie przynależę – na mapie, w języku, w rodzinie. Od kogo wzięły się te moje korzenie? Będę po mału tworzyć swoją tożsamość. Mamusia chce stworzyć dla mnie kronikę rodzinną, drzewo genealogiczne i mapkę, żeby mi w tym pomóc.

W zwiazku z tym, chcę Cie prosić byś opowiedziała mi o sobie.Twoja historia jest niepowtarzalna i tylko od Ciebie mogę się o Tobie wszystkiego dowiedzieć. Opowiedz mi kim jesteś, skąd pochodzisz. Opowiedz mi Twoją historię. Ale chcę też wiedzieć co lubiłaś i co teraz lubisz. Chcę poznać elementy, które sprawiły, że jesteś Tobą.

Możesz opisać co tylko chcesz i jak tylko Ci w serduszku gra. Możesz pisać w częściach o różnych etapach Twojego życia. Pozwoli to też na zadawanie dodatkowych pytań.

Takie listy będą dla mnie nieocenionym skarbem. Przecież to, co możesz mi przekazać jest jedyne i niepowtarzane.

Napisz mi proszę Twoją datę urodzenia, miejsce urodzenia, wszystkie imiona i nazwisko panieńskie. Podaj mi także proszę, te informacje o Twoich rodzicach i rodzeństwie. Podaj mi też proszę daty śmierci i gdzie są pochowani.

Opowiedz mi o latach Twojego dzieciństwa. O tym jak wyglądał Twój dom, kto w nim mieszkał. Jak wyglądała jego okolica i Twoja miejscowość?

Czy miałaś ulubione miejsce? Ulubiony przedmiot/ zabawkę? Co to było i jak trafiło w Twoje ręce?Jak lubiłaś spędzać czas? Jakie były Twoje ulubione zabawy? Czy miałaś zwierzątko domowe? Czy miałaś ulubione danie? Kto je dla Ciebie gotował? Kto się Tobą zajmował jak byłaś malutka? Kim chciałaś zostać? Jakie były Twoje największe marzenia z dzieciństwa? Jakie masz wspomnienia związane z rodzeństwem? Czym zajmowali się Twoi rodzice?Jakie masz najmilsze wspomnienia z nimi związane?

Opowiedz mi o czasach kiedy chodziłaś do szkoły. Czego wtedy uczono? Jacy byli nauczyciele i klasy? Czy dużo zadawali na zadanie domowe? Czy musiałaś nosić plecak pełen książek? Czy miałaś daleko do szkoły? Czy lubiłaś się uczyć? Czego najbardziej? Czy był jakiś przedmiot, z którym miałaś trudności? Czy w Twojej szkole odbywały się jakieś konkursy lub zawody np. sportowe? Czy brałaś w nich udział?

Czy miałaś najlepszą koleżankę w szkole? Czy byłaś duszą toważystwa, czy raczej typem samotnika? Czy ktoś Ci dokuczał? Jeśli tak, to jak sobie z tym radziłaś?

Opowiedz mi jak dalej potoczyło się Twoje życie. Ile miałaś lat kiedy wybuchła wojna? Jak wyglądało życie w tamtym okresie? Co się stało z Twoją rodziną?

Opowiedz mi też o Twoich nastoletnich latach. Czym się interesowałaś? Jak lubiłaś spędzać czas? Co lubiłaś czytać? Czy masz jakieś wspomnienia, zabawną historię z tego okresu? Jaka była wtedy moda? W co Ty lubiłaś się ubierać? Kto był Twoim idolem? Czy chodziło się wtedy na randki? Czy przeżyłaś jakąś wielką miłość?

Opowiedz mi o studiach. Czy musiałaś dojeżdżać? Jaką byłaś studentką? Czy masz jakąś anegdotkę z tego okresu?

Kiedy zaczęłaś pracować? Jak zmieniła się szkoła od czasu gdy Ty byłaś uczennicą, do czasu gdy Ty zostałaś nauczycielką? Czy lubiłaś swoją pracę? Swojego dyrektora? Co robiłaś kiedy dzieci były niegrzeczne? Jak starałaś się je zainteresować?

Opowiedz mi jak poznałaś Twojego przyszłego męża? Czym skradł Twoje serce? Co Ci się w nim podobało? Jak wyglądał wasz ślub i wesele? W co byliście ubrani?

Jak wyglądało Twoje życie po ślubie? Jak wyglądał wasz dom?

Kiedy urodziły się dzieci? Opowiedz mi o opiece nad ciążą w tamtych czasach. Opowiedz mi o Twoich dzieciach? Jakie rzeczy robiliście razem? Czy spędzałaś z nim czas „jeden na jeden”? Jak wyglądały rodzinne uroczystości jak imieniny, urodziny, Święta?

Czy robiłaś sama prezenty pod choinkę? Jakie były Twoje specjalności kulinarne – codzienne i od święta? Czy masz dalej jakieś przepisy? Czy możesz mi jakiś dać?

Opowiedz mi też proszę o Pradziadku, to co wiesz i pamiętasz, bo jego już nie mogę zapytać.

Powiedz mi też za czym tęsknisz z przeszłości, czego już nie ma? Czy żałujesz czegoś w życiu? Co teraz sprawia Ci przyjemność?

Powiedz mi też, czego sobie życzysz na kolejne lata? Co jeszcze chciałabyś zrobić w życiu?

Dziękuję Ci za Twój czas i za to, że jesteś.

Kocham Cię,

Misia

Wednesday, 15 October 2014

Taka jesień dla Ciebie, Córeczko





Dziś już irlandzkie niebo wylało nam obu wiadro wody na głowy. Nadeszła mokra zima...

Monday, 13 October 2014

Dziecko nie potrafi się na niczym skupić - naprawione

Zanim da się z maluszkiem usiąść przy stoliku i zacząć uczyć samogłosek, najpierw to dziecko musi potrafić skupić się na czymś dłużej niż minutę. Rzadko zdarzało się coś, co by Misi uwagę przykuło na dłużej.

Zaczęło się od tego, że była dzieckiem wymagającym nieprzerwanej uwagi, którego nie dało się "odłożyć" ani na moment do łóżeczka, bujanego krzesełka czy wózka. Każda próba kończyła się wrzaskiem i tak chyba przez pierwsze 4 miesiące. Potem jakoś po malutku, na króciutką chwilkę można było, ale tylko na matę i należało dziecko zabawiać zabawką, czy miną. Inaczej był krzyk sprzeciwu. Jakoś nie umieliśmy Misi pomóc.

Odkąd Misia zaczęła raczkować i wstawać (7 miesięcy), odkryliśmy inne dziecko. Jasne, że jedno z nas musiało być ZAWSZE obok i nie dało się wyjść z pokoju, ale zdarzało się jej czymś zająć.

Po dwóch miesiącach po powrocie z Francji zabawek przybyło i przybywało. Najpierw było ok, ale potem jakoś wszystkim coś zaczęło przeszkadzać. Wszędzie coś kolorowego leżało, a Emilka jakaś znudzona była wszystkimi tymi przedmiotami do zabawy.

W końcu znalazłam sprawcę nudy - nadmiar zabawek!

Pokój zabaw Misi zamieszkał w naszym salonie i w pewnym momencie zabawki były wszędzie. Dziecko nie miało nawet jak się skupić, bo musiało tylko główkę obrócić w najmniejszym stopniu i już leżało tam coś nowego. Tak w kółko krążyła po pokoju, przerzucając zabawki z miejsca na miejsce.

Czytałam już kiedyś o chowaniu części zabawek i wymianie co jakiś czas, ale po pierwsze nie miałam pojęcia co ile ta wymiana miała występować, ani nie mogłam się zdecydować co zostawić, a co chować.

Nakupiłam tych zabawek, żeby dziecko miało to i tamto, i ciągle blokowało mnie myślenie: "przecież nie mogę tego schować, a co jak Misia będzie chciała się bawić, albo będą jej potrzebne do etapu rozwojowego klocki, piłka, (wstaw wszystko inne)..."

Natrafiłam wreszcie na Rotacyjny system wymiany zabawek na http://intelligentnest.com z instrukcją obsługi (u mnie poniżej o wiele mniej szczegółowo):

1. Wszystkie zabawki na środek pokoju (najlepiej kiedy dziecię śpi, albo jest poza domem)
2. Podziel zabawki na kategorie:

- Zabawki do użytku w ruchu: (do pchania, jeżdżenia, skakania, kręcenia się, przewracania się, wspinaczki)

- Przybory artystyczne: (farbki, kredki, papier, nożyczki, taśmy klejące, plastelina)

- Elementy budownicze: (drewniane klocki, Lego i wszystkie inne rodzaje klocków i elementów nadających się do budowania)

- Odgrywanie ról: (przebieranki, królewny, budowniczy, wróżki, kuchnia, doktor itp.)

- Natura i nauka: (mieszanie kolorów, zabawki uczące przyczyny i skutku, proste maszyny, zabawki z naturalnego drewna)

- Matematyka: (liczenie/ ilość, kształty, sortowanie, kubeczki gdzie jeden chowa się w drugi/ można je też ustawiać jeden na drugim, rosyjskie matrioszki itd., zestaw przedmiotów różnych wielkości - większe niż, mniejsze niż)

- Do manipulowania: (zestaw małych, podobnych do siebie elementów, którymi się kręci, gdzieś wciska, takie które skupiają się na ćwiczeniu koordynacji dłoni i palców, i logicznego myślenia)

- Literackie: (książki, obrazki, literki, sylabki)

- Muzyka: (pianinko, grzechotki, flet, trąbka, bębenki, i inne instrumenty rytmiczne)

- Logiczne: (puzzle, gry, łamigłówki)

- Pojazdy i wszystko inne co na kółkach ( wszelkiej maści, rozmiarów i kolorów)

- Rozwój emocjonalny i społeczny: (lalki niemowlaki, pluszaki)

- Świat wyobraźni: (tory i pociąg, lotnisko, domek dla lalek, maluszki zwierząt, wieś i rola, przestrzeń kosmiczna, roboty, postaci Disney'a itp.)

3. Odłóż na bok po jednej zabawce z kategorii. Czasem zabawka pasuje do dwóch i więcej kategorii, ale nie ma potrzeby za bardzo się zastanawiać. Dodajemy takiego delikwenta do pierwszej kategorii, która przychodzi nam na myśl i już. Zawsze w jakiejś kolejnej rotacji można zmienić kategorię.

4. Jeden zestaw zostaw w wybranym pokoju. Ważne, żeby je wyeksponować a nie wrzucać do pudełka w kącie. Należy zwrócić uwagę by nie stawiać zabawki na zabawce tylko na przykład ułożyć je wzdłuż ściany, na jakiejś niskiej półce... Około 12 zabawek maksymalnie i wystarczy.

Czego dziecko nie widzi, tym się raczej bawić nie będzie :)

5. Resztę możesz spakować do plastikowych pudeł, czy worków. Jak kto woli. Możesz zrobić listę wszystkich zabawek, listę zabawek w każdym pudle itd.. Możesz pudła numerować, opisać dniami tygodnia, miesiąca itd. Tyle tu metod ile Mam. Zabawki do chowania, dajesz gdzieś, gdzie się dziecko do nich nie dobierze - do szafy, pod łóżko itp.

6. Wymieniasz co tydzień lub dwa (można częściej lub rzadziej). Można zapisywać w notesiku różne myśli. Notatki pomagają zidentyfikować czym się dziecko lubi bawić, ulubione zabawki. Może coś można zostawić bez chowania, coś czym dziecko się akurat wyjątkowo interesuje itd.. Potem może się z notesu zrobić pamiątka z dzieciństwa.


Ja wymieniam raz na tydzień, lub co 10 dni. Widać po dziecku kiedy zaczyna się nudzić.
Zabawki do schowania mam w dwóch kartonach po większych zabawkach i Misia się po nich wspina nie mając pojęcia co jest w środku :) Zapisuję sobie też datę wymiany na kartonie. Poza tym nie robię innych notatek. Jedyne co bym teraz doszlifowała to jednak ten podział na zestawy, bo na razie co te 10 dni wywalam wszystko na podłogę i pojedynczo wybieram zabawki na teraz. Lepiej poświęcić więcej czasu, raz a dobrze. Dojdę do tego kiedyś.

Po trzeciej wymianie widzę niesamowite efekty, nagle dziecko samo się bawiło(!), podczas gdy ja podliczałam rachunki z zakupów z ostatniego miesiąca. To się chyba jeszcze nie zdarzyło, żeby ona mi w spokoju dała coś zrobić i bawiła się grzecznie gdzieś obok! (Bawiła się sama kilka razy, ale zdecydowanie nie kiedy ja próbowałam coś zrobić lub zjeść. "Mama w pokoju = Mama główna zabawka")

Polecam.

A tu rotacja zabawek na najbliższy tydzień +

Nie mamy jeszcze nic z kategorii przebieranek, ani plastyki (no, jedną kolorowankę na wodę, ale Misia wypija wodę z pisaka...) bo to jeszcze nie do końca ten wiek.

Malują farbkami i sklejają ciasteczka z dmuchanego ryżu wymieszanego ze stopioną czekoladą w żłobku.

Z tyłu stoi też jej trzykołowy rowerek.

Hit tygodnia ( a właściwie to chyba hit roku!) to te plastikowe łyżeczki do odmierzania w kuchni (1 łyżka stołowa, pół łyżki stołowej, 1 łyżeczka do herbaty, 1\4 łyżeczki do herbaty) - o tym hicie chyba będzie jeden ze zbliżających się wpisów, bo bawiłyśmy się już nimi na wiele różnych sposobów.



Sunday, 21 September 2014

Idź spać - znaczy padnij

Od niedawna, moje kochane dziecko wykonuje polecenia. Jedno jest najbardziej skuteczne, ale tylko dlatego, że Misia zrobiła z tego zabawę. "Idź spać".

Bawiłyśmy się tak, że ja kładłam jej jaśka z kanapy na wykładzinie, pokazywałam palcem i mówiłam, żeby poszła spać. Nie wiem skąd to się wzięło, że zaczęła reagować na polecenie,  bo przecież jej specjalnie nie pokazywałam, że ma się na tym jaśku położyć.

Tak jakoś wyszło, że Misia nagle zaczęła klękać na kolanka i na jaśku kłaść główkę, tuląc do siebie pluszowego królika.

Śmieszne to i słodkie, więc oczywiście nagrałam i na ukrytym youtubie pokazałam rodzinie.

Ostatniej nocy, za to Misia dała mi w kość po tym jak ją położyłam już wieczorem spać.

Cisza w monitorku, zasiedliśmy z F do obiadu (jadamy po 19-tej, tak po francusku i jak już Misia pójdzie spać). Z pięć minut minęło a z monitorka wrzask jakby się paliło. Zaglądam, a dziecko stoi i wrzeszczy. Myślę, że coś się złego przyśniło, no to tulę i całuję. Misia się we mnie wtula i jest słodko. Odłożyłam ją do łóżeczka i wracam jeść.

Za pięć minut znowu wrzask aż ściany wibrują. Wracam do Misi, znów przytuliłam, pocałowałam, odłożyłam do łóżeczka, poklepałam, pogłaskałam (wszystko może z minutę) i wyszłam.

I znowu wrzask... wracam , tym razem nie brałam na ręce, tylko pogłaskałam, przytuliłam tak jak stała w łóżeczku i mówię wypowiadam jak się okazuje magiczne słowa, idź spać..

A dziecko, jakbym jej powiedziała, paaaadnij żołnierzu! bo tak no.. padła i się nie rusza. Z pupcią w górze czeka, żeby ją głaskać. Pogłaskałam delikatnie i wyszłam.

I znowu wrzask... już chyba wiecie, jakie słowa (nie przekleństwa ale blisko) przemykają mi przez myśl.

Idę. Wchodzę do pokoju, a dziecko paadnij!, nawet zanim coś zdążyłam powiedzieć. No koza mała! Dwa "głaski" po pielusze i wyszłam.

Potem w nocy się jeszcze z pięć razy obudziła, ale tym razem już nie kombinowała. Nic już nie mówiłam (jak superniania kazała), kładłam ją delikatnie i z buziakiem w czółko szła spać.

Następnego dnia, F zorganizował jej outfit of the day (zestaw ubraniowy dnia). Jakoś mi tak przypasował. Na górze sama słodycz i kokardki, a skarpetki jakie są, każdy widzi :)







Dzisiaj wieczorem odbiliśmy sobie przerywaną noc i graliśmy z Misią między salonem a kuchnią tak:
Misia, bisou Papa (Idź po całusa do Papy) - dziecko leci.
Misia, idź spać - dziecko leci i rzuca mi się w ramiona.
Misia, bisou Papa - dziecko leci do Papy
Misia, idź spać - dziecko znów w ramiona mi wpada
Ach! No cud, miód i orzeszki. :)
(Dodam to tylko, że to nasze dziecię do "przytulańskiego gatunku" nie należy i jak już się przytula, albo przytulać daje na dłużej niż dwie sekundy to wykorzystujemy na maxa)

Tuesday, 16 September 2014

Szydło z worka, a Papa z "jaskini"

Poszłam dziś rano obudzić Misię choć zwykle robi to F. Wchodzę po do pokoju, cichutko nawołując: Misia, Misiunia, wstawaj śpioszku... Pobudka, kochanie..

Dziecko zaraz wstało w łóżeczku na nóżki, rozglądając się szybko za swoim kóliczkiem i cap! go w rączki, w drodze w moje ramiona. Ja jej tu buziaka na dzień dobry, a Misiątko na to „Papa!” i paluszkiem na drzwi. No to ją wyniosłam do salonu szukać Papy..

Już od paru dni zdawało nam się, że wreszcie świadomie mówi Papa (francuska wersja Taty) i wygląda na to, że tak. Jeszcze ją przetestuję na jakich zdjęciach. Na „Mama” muszę jeszcze poczekać (powiedzieć umie, ale mnie tak nie nazywa).



Wczoraj też ów Papa przyznał się wreszcie, że przez ostatni tydzień był „nie w sosie” nie tylko przez stres w pracy, ale też przez ostatnią „rozmowę”, gdzie napomknąć zdążyłam tylko tym, że trzyjęzyczność Misi będzie wymagać czasu i wysiłku.. Pisałam o tym w poście „A dzisiaj jest mi przykro i żal...”.

Na spokojnie wczoraj udało mi się mu wczoraj przekazać, to czego nie udało się ostatnim razem:

- że dziecko uczy się języka najszybciej od „żywej” osoby a nie z telewizora (dodałam tu, że jak go nie ma w domu, to nie mam problemu z tym, aby małej puścić w tle francuską kreskówkę),

                On na to, że przecież mówi do niej wyłącznie po francusku.

- że najlepszym sposobem na rozój słownictwa małej jest czytanie na głos książeczek

On na to, że w tygodniu nie ma na to czasu, ale że w weekend jak ona mu książeczki przynosi, to on jej czyta (/ opowiada, w przypadku polskich egzemplarzy).

- że mam nadzieję, że zobaczy, że ja jego język też staram się wspierać, przez próbę zaprzyjaźnienia się z poznaną w pracy Francuzką, oczekującą narodzin swojego pierwszego dziecka; przez proszenie by jego rodzice przywieźli/ przysłali francuskie książeczki, DVD dla Misi; przez próby doradzenia F. Jak mógłby się „sklonować”, (np. nagrać się jak czyta bajkę, a to Misi puszczę) itp.

On na to, że przecież skoro kupił dvd serii dla dzieci i pacynki do tego, i jeszcze bajkę z wersją francuską audio, to przecież się stara. A jak ja mu wyjadę z tekstem, że potrzeba 25-ciu godzin tygodniowo, żeby Misia mówiła po francusku, i zaczynam mu stawiać cele i wymagania, to on się zaczyna zastanawiać czy może faktycznie jest bardzo kiepskim ojcem i zaczyna w siebie wątpić. Potem musi to przez cały tydzień trawić, i jest jeszcze gorzej..

No nic, pozostało mi tylko próbować ugłaskać, chwalić i chwalić za wszelkie najmniejsze ruchy wykonywane przez niego w kierunku uczenia Misi jego języka. Muszę też wykombinawać jak go tu zainspirować, tak żeby myślał, że to od początku był jego pomysł. No i chwalić jeszcze raz.. ech faceci..

A dzisiaj rano w drodze do żłobka śpiewałam Misi „Cztery Słonie, Zielone Słonie”, tylko mi zwrotek brakowało to tłukłam refren w kółko  Misia lubi melodię, a jakoś jestem w stanie to zaśpiewać bez wydawania zbyt fałszywych dźwięków.

A tu do nauki:

"Cztery zielone słonie"- tekst: Anna Świrszczyńska

Były raz sobie cztery słonie,

Małe, wesołe, zielone słonie,

Każdy z kokardką na ogonie,

Hej, cztery słonie !


I poszły sobie w daleki świat,

W daleką drogę, wesoły świat,

Hej, świeci słońce, wieje wiatr,

A one idą w świat.



Ref:

Cztery słonie, zielone słonie,

każdy kokardkę ma na ogonie,

Ten pyzaty, ten smarkaty,

Kochają się jak wariaty!


Ref: Cztery słonie...



A gdy obeszły już świat cały

To podskoczyły i się zaśmiały

Trąby podniosły swe do góry

I trąbią w chmury !


Hej łatwo obejść ten cały świat

Gdy obok brata wędruje brat

Cóż im uczynić może kto

Gdy zawsze razem są!


Ref: Cztery słonie...

Saturday, 13 September 2014

inspiracji..

Dzisiaj drugi raz idziemy z Misią na rytmikę (coś w tym rodzaju), zobaczymy jak zareaguje tym razem. W zeszłym tygodniu siedziała u mnie na kolanach i taka była przestraszona i onieśmielona. Fakt, że piosenki były puszczane dość głośno, pani prowadząca też głośno śpiewała, a i pogłos w sali był dość zauważalny. No nic.
Staram się świadomie uważać by mówić do Misi po polsku nawet w angielsko-języcznym otoczeniu. Muszę powiedzieć, że nie przychodzi mi to z łatwością, jakąś mam blokadę.

Misia ma już od paru tygodni bunt na krzesełko w którym jadła i ogólnie na jedzenie, to teraz je w salonie, na swoim "dorosłym" krzesełku drewnianym, przy swoim stoliku. No i sama tylko szuflować łyżką by chciała. Przynajmniej je i całkiem dobrego ma "cela" na szczęście. Trzeba ją jednak troszkę rozproszyć, żeby nie wstawała ciągle do zabawek. F wykorzystywał francuską kreskówkę, ale mi sprawdziło się śpiewanie na głos piesków małych dwóch, krasnoludków, jagódek i żabki małej. :-) znów muszę podszkolić się w tekstach innych piosenek. Na dobranoc, też wczoraj czytałam jej ksiażeczkę z miękkimi kartkami (ryzykowne bo ona lubi drzeć kartki które nie są kartonowe) i udało się, i nawet dłużej skupiła się niż na tych małych kwadratowych książeczkach które czytałyśmy do tej pory, mimo, że obrazki nie były tak fascynujące i kolorowe. Nie było obrazków w książeczce dużo. Brzydkie kaczątko z dodatku tutejszej gazety, angielska wersja, ale "czytałam" po polsku. Fajna gimnastyka umysłu :-)

Monday, 8 September 2014

A dzisiaj jest mi przykro i żal...

Myślałam, że może F jednak zależy na tym by Misia znała dobrze francuski, ale widzę, że jednak nie.. Źle to pewnie zrobiłam bo po ciężkim dniu w pracy, przytoczyłam przy obiedzie, że wyczytałam w internecie, że dziecko powinno mieć kontakt z językiem mniejszościowym przynajmniej 20 godzin tygodniowo (25+ lepiej), by 'mieć szansę ''naturalnie'' nauczyć się języka na dobrym poziomie. F chyba spędza z nią z 10h, przy czym często coś ogląda na swoim ipadzie.
I, że mógły Misi czytać 15 minut dziennie, albo chociaż 5 min, jak przyjdzie z pracy..

A F na to, że trudno, że nie będzie robił żadnych planów tygodniowych, że rano ma tylko czas dać małej śniadanie, że może jak będzie starsza i ''rozmowniejsza'' (?!?!?!?!)  i że nie będzie się do niczego zmuszał po ciężkim dniu. I, że trudno - Mała będzie znała płynnie polski i angielski, a francuskiego się kiedyś nauczy. I tak mi z tego powodu przykro. I żal mi tego jej francuskiego, ciągle potencjalnego.. No mówi do niej po swojemu, ale ogólnie to mówi mało, książeczki rzadko jej czyta, tylko w sumie puszcza francuskie bajki jak tam jedzą to śniadanie razem.

Wiem, że nie mogę go do niczego zmusić, i ma też prawo do wyboru. Szkoda mi tylko, że ma takie jakieś egoistyczne podejście do Małej.. Przynajmniej nie jest przeciwko, żeby ja ją swojego języka uczyła? Oglądałam niedawno vlogi na youtubie pewnej rodzinki z dwójką małych dzieci. W jednym vlog'u tata zwrócił się do kamery opowiadając, że z pierwszym dzieckiem jeszcze miał trochę egoistyczne podejście i bronił się, by to nowe maleństwo nie wpłynęło zbyt na jego komfort życia, ale że przy drugim wkońcu ''zaskoczył'', zrozumiał i zmienił podejście na bardziej oddane swoim dzieciom. I tak jakoś mam nadzieję, że F też tak będzie miał jakbyśmy mieli drugie?

Może tu jest jakiś rozłam kulturowy (może nie wszystkie Francuskie rodziny tak mają), ale on mimo, że jedynak praktycznie rodziców nie widywał. Właściwie to nie wiem czy mu ktoś bajki czytał jak był mały. Wiem tylko o dyktandach, które dostawał od mamy jak był starszy. Jego ojciec jest dwujęzyczny, ale F nigdy tego drugiego języka nie poznał. Jak mieszkaliśmy we Francji, to dziadek dla małej, też był ''dostępny po 18-tej''.. (ona o 19-tej już spała)

I taka zawiedziona jestem i trochę zła i już sama nie wiem, brać na klatę i próbować jeszcze oprócz kombinowania z polskim dla Misi, to jeszcze kombinować jak jej zapewnić trochę więcej tego francuskiego? Ścigać teściów o płyty z piosenkami, książeczki i zabawki gadające po francusku? Czy tzw. let go i odpuścić. Skupić się na polskim..

Chyba najciężej mi odpuścić bo uwierzyłam w to, że jeśli mała nie nauczy się dobrego francuskiego, to nie tylko straci językowo, ale też tożsamościowo, na poczuciu przynależności do Francuskiego narodu. Znam ''Francuzkę'', która rodzona w Polsce, przez pierwsze kilka lat tam mieszkała, potem jej mama wyjechała do Francji i wyszła za Francuza. Kobieta ta ma teraz z 70 lat, ale polskiego języka w ogóle nie pamięta, opowiadała, że jej mama próbowała ją nakłonić do nauki polskiego, ale że ona nigdy nie chciała. Polką się nie czuje, już wiele lat temu obywatelstwo polskie wyparowało na rzecz francuskiego...

I takiego mam doła. Misia i ta będzie 2 i pół-języczna jakoś. Może na zapas się martwię znowu. I tak myślimy, że wrócimy do FR na stałe, ale to nie jest pewne. Jakby tak było to mała i tak pójdzie do francuskiej szkoły..


Dalsza część tej historii i to jak się sytuacja rozwiązała w poście: Szydło z worka, a Papa z "jaskini"
http://wychowac3jezyczka.blogspot.ie/2014/09/szydo-z-worka-papa-z-jaskini.html

Tuesday, 2 September 2014

Misia u starszaków

No i wczoraj, na pierwszego września, "wygnali"  w żłobku moje bejbi do starszaków, dwa miechy wcześniej, bo chodzi (ekhm.. biega!) jako jedyna z maluchów i mówią panie, że kumata jest. Ale "starszaki" miały być od 15-tego miesiąca... Buuuu chlip..

A dziecko się na jedną drzemke przestawiło i śpi o dziwo 2 godziny (ona chyba tylko za noworodka spała takie długie drzemki), butelkę na "active sipper" kubek, taki jak na kawę na wynos, bez dziubka, zamienić sobie dała.. A jak wczoraj z F po nią przyszliśmy to nas pięknie olała :-) gdzie do tej pory w maluchach to nawet mi pogadać z panią nie dała, bo za swoją torbę ciągnęła, żeby się mamunia streszczała bo idziemy do domu.

A tu dziecko po pokoju maszeruje i bawi się czymś tam i jej ogólnie fajnie. A ja mam jakiś gul... Bo pani w starszakach jest miła ale nie to co te dwie cudowne osóbki w maluchach, gadać ze mną specjalnie nie chce, innych dzieci imion zdradzić nie chciała (nie pytałam wprost, tak tylko zagadywałam) no to te wszystkie starszaki jakieś obce, no i nie wspomniałam, że JEDNA mama rano odpowiada dzień dobry/ hi i się uśmiechnie, reszta ignor kompletny.. Masakra. W sumie to pogodziłam się już chyba, że tu rodzice w klanach się komunikują, i nowych członków do klanów nie przyjmują.

I tak mam gul, bo bezdzietni ze mna specjalnie gadać nie chcą, no i rozumiem, że ciężko jak mi dziecko piszczy koło ucha albo próbuje zwiać, to się trudno skupić na bezdzietnym rozmówcy. No i też o dziecku lubię pomówić, a to najlepiej z kimś w takiej samej sytuacji, znaczy dzieciatym. A tu dzieciate w klanach żyją i tyle. No kruca fuks.. Jak się klany tworzyły to siedzieliśmy we Francji, teraz już po ptokach, bo wszystkie mom&baby we wtorki/środy o 11 rano, a ja w pracy no to jak. W weekendy jest guzik. No i tak mam gul bo nikogo tu nie znam buu.

Chociaż Misi w starszakach dobrze chyba, ale widziałam też, że jak jej większe dziecko zabiera zabawkę z rączek, to Misia stoi i tylko patrzy dużymi oczami. Nie chcę, żeby biła, czy coś, ale martwię się na zapas, kiedy będzie umiała zawalczyć o swoje i przekazać: "oddaj, to moje!"